Jaki ustrój Księstwa? Czy Konsytucja jest nam potrzebna?
Odżył temat zmian ustrojowych i poprowadzenia Sarmacji w kierunku modelu brytyjskiego, gdzie nie ma sztywnej Konstytucji, a prawo stanowione to jedynie pewna część porządku prawnego i ustrojowego Państwa. Jaką drogę obecnie powinna obrać Sarmacja? Jakie ścieżki i scenariusze nas czekają? Jakie mamy na to pomysły?
Dotychczasowe głosy
- 1 Robert Janusz von Thorn-Czekański (#65 2008-01-30 08:18:07) [X]
Nikt? Nic? Książę? ;) - 2 Piotr Mikołaj (#80 2008-01-30 09:27:37) [X]
Czekałem z zabraniem głosu na przerwę w postaci solidnego snu. :-) Otóż, moje stanowisko w przedmiocie brzmi, jak następuje:
(1) Prawem fundamentalnym, trudnym do zmiany, powinna zostać ta część Konstytucji, która dotyka praw i wolności obywatelskich. Uzupełnieniem tegoż prawa powinna być karta praw i swobód samorządów, normująca także sprawy podstawowe na linii Księstwo Sarmacji — kraje Korony. To są sprawy najistotniejsze z punktu widzenia mieszkańców (aczkolwiek, zapewne, będą mogli się o tym przekonać dopiero, gdy władze podejmą działania prawne wbrew ich swobodom) i samorządów.
(2) Resztę unormowań, najchętniej, wyłączyłbym z porządku praw fundamentalnych, aby skończyć z irytującą sytuacją, w której pozornie neutralne przepisy ustawy zasadniczej, tak zwyczajnie, utrudniają życie. Dobrymi przykładami będzie, choćby, najnowszy Dekret o Rządzie czy całokształt unormowań wykonawczych dotyczących systemu gospodarczego. Oczywiście, możemy utrzymywać fikcję, że wskaźniki systemowe obchodzą posłów na Sejm albo prowadzić do deflacji prawa poprzez ustanawianie niemądrych ustaw (ponieważ minister np. nie może ustanowić, sam z siebie, tytułu mistrza gry w bierki) — nie jest to jednak kierunek, który uznałbym za słuszny.
(3) Na przestrzeni ostatnich sześciu lat ustanowiliśmy już dość konwenansów tak, że skasowanie ustawy zasadniczej (z zastrzeżeniem p. 1, oczywiście) jako takiej nie spowodowałoby chaosu. Skończylibyśmy natomiast z marnowaniem cennego czasu na próby dociekania stanu prawnego, który nikogo nie interesuje (znowu wyjaśniam, aby nikt mnie nie odebrał źle, mam na myśli rozwiązania proceduralne, a nie słusznie chronione prawem interesy poszczególnych jednostek).
(4) Naczelną normą porządku konstytucyjnego (w tym, niepisanego) powinien być zdrowy rozsądek. Jako przykład podam tu fakt, iż znaczna część ustaw Sejmu, które podpisałem, przed publikacją została poddana korekcie technicznej (nie: merytorycznej, poza jednym przypadkiem, gdy ustalałem z autorem ustawy, co na myśli i dokonałem stosownych zmian, zgodnych z jego intencjami), bez jakichkolwiek głosowań w Izbie Poselskiej nad przestawianiem przecinków. Alternatywą byłoby albo zakładanie weta 90% ustaw, albo obowiązywanie bubli prawnych.
(5) Z zastrzeżeniem p. 1 (ochrona praw i wolności jednostek), interpretacja przepisów powinna zostać powierzona tym organom, które je ustanowiły (vide: zdrowy rozsądek oraz brak fachowych legislatorów). Dobrym przykładem jest orzeczenie SN (nadal w mocy), w myśl którego objęcie mandatu posła na Sejm nie może być uzależnione od złożenia ślubowania poselskiego — ponieważ Konstytucja przewiduje, że ustawą można normować jedynie jego wygaśnięcie.
(6) Skasowanie sądowej kontroli konstytucyjności przepisów. Konstytucjonaliści różnią się między sobą w swoich opiniach, wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie są zawsze przyjmowane jednomyślnie, pojawiają się zdania odrębne. Aby mieć, jako tako, rzetelną kontrolę sądową, potrzebowalibyśmy co najmniej kilku (5? 7?) wysoce wykwalifikowanych sędziów. Nie mamy ich.
Tyle, roboczych, tez. - 3 Robert Janusz von Thorn-Czekański (#108 2008-01-30 13:00:28) [X]
Pozwolisz Książę, że ustosunkuję się analogicznie.
(1) W proponowanym modelu brytyjskim mamy "Magna Carta", mamy "Bill of Rights" i są to dokumenty o znaczeniu fundamentalnym dla prawodastwa UK. Co więcej - z powodzeniem, z racji na swój pionierski charakter i rok wydania, są to dokumenty o znaczeniu ponadnarodowym w dziedzinie praw człowieka. W Sarmacji z powodzeniem można uchwalić i wprowadzić "Wielką Kartę Praw i Swobód" jako dokument znakomicie wypełniający Twoje Książę założenie.
(2) Zgadzam się całkowicie w zakresie wyłączenia z zakresu praw fundamentalnych przepisów w ten czy inny sposób regulujących ustrój Księstwa - poza jednym - że jesteśmy monarchią.
(3) Skasowanie ustawy zasadniczej i zastąpienie jej jednym, czy dwoma głównymi dokumentami fundamentalnymi, jak wspomniana wyżej "Wielka Karta Praw i Swobód" czy druga "Sarmacka Monarchia", określająca właśnie najbardziej podstawowe zasady ustrojowe (tzn. - jest Książę/Król (?), Parlament, sądy) i to wszystko, byłoby z pewnością o wiele korzystniejsze, nie spowodowałoby chaosu i wyeliminowałoby w ogóle większość problemów natury prawnej w zakresie ustrojodastwa - niech ustrój się kształtuje na bazie w/w dwóch głównych aktów oraz na bazie konwenansów, tradycji i niechby nawet precedensów stanowionych przez (trójosobowy?) Sąd Najwyższy.
Co do (4) i (5) zgadzam się w całej rozciągłości, natomiast w (6) chcę zwrócić uwagę na to co napisałem wyżej - precens - nie badanie zgodności, bo to bez sensu, jak zauważyłeś Książę, ale właśnie precedens - czyli norma prawna ustanowiona w trybie orzeczenia SN, który rozstrzygałby problem, który nigdy nie wystąpił wcześniej i zwyczajnie nie ma określonej normy w prawie/tradycji/porządku. SN jednogłośnie (to ważne!) podejmowałby decyzję w oparciu o zdrowy rozsądek, jakiś tam element praw naturalnych i tym samym poprzez precedens tworzyłby brakującą normę. Konstytucja nie jest do tego w zupełności potrzebna. - 4 Piotr Mikołaj (#109 2008-01-30 13:11:18) [X]
Tworzenie nowych norm prawnych nie jest zadaniem władzy sądowniczej. Jest to zadanie organów politycznych. Na chwilę obecną wydawanie „precedensów” jest, skądinąd, konstytucyjną kompetencją Korony (art. 8 pkt 10 Konstytucji, skądinąd fatalnie skonstruowany), tyle, że nie korzystano z niej od dawna. - 5 Robert Janusz von Thorn-Czekański (#110 2008-01-30 13:41:33) [X]
Nie jest, zgadzam się - z tym, że w naszej kulturze. Jednakże w krajach anglosaskich jest odmiennie - precedens i prawotwórcza rola sądów jest powszechna. Prawo precedensowe działa i w USA i w UK. - 6 Lord Darth Wander (#150 2008-02-01 20:07:23) [X]
Konstytucja nie jest potrzebna, i tak jej nie przestrzegacie. Jedynym odpowiadajacym stanowi rzeczywistemu jest model w pełni absolutystyczny. - 7 Robert Janusz von Thorn-Czekański (#159 2008-02-04 08:30:56) [X]
Oczywiście, że nie. Model absolutystycznej monarchii w rzeczywistości Księstwa Sarmacji się nie sprawdzi w żadnej mierze - chodzi chociaż o ambicje, chociaż o aktywność ludzi, itd. Można mnożyć powody. Niemniej jednak zmiana jest niezbędna i szkoda, że oprócz Księcia i mnie nikt nie chce o tym dyskutować. - 8 Andrzej Dzikowski (#194 2008-02-05 20:40:55) [X]
Konstytucja jest tradycyjnym elementem ustroju sarmackiego. Jest również jedyną barierą (niestety, niejednokrotnie przeskakiwaną) przed książecym absolutyzmem. Gdzie są sędziowie SN, gdzie Prokurator Generalny? - wzywanie w innych miejscach do dyskusji nt. wymiaru sprawiedliwości jest niepoważne, gdy obecnego stanu prawnego nie traktuje się poważnie. Dodam jeszcze tylko zawetowanie przez Księcia ustawy, która miała dostosować ustawę nr 52 (jej art. 2 jest sprzeczny z ustawą zasadniczą) do przepisów Konstytucji. Poniekąd słuszne są ironiczne uwagi Lorda Wandera - niestety. Ostatnio, chyba tylko po to, żeby toczyć debaty, pojawiają się pomysły bardzo radykalnych zmian - większość idzie w złym kierunku, w kierunku odsarmatczenia Sarmacji. Czy Stany Zjednoczone byłyby nadal sobą, gdyby znieść konstytucję? - oczywiście NIE. Ja na prawdę nie rozumiem, dlaczego Księcia uwiera tak Konstytucja, której sam jest autorem - trzeba było zrobić inną konstrukcję, gdy się przeprowadzało zmiany w czerwcu 2007 (pominę tu już sprawę KONia i podeptania praw Wandystanu, którego sam nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem). A odnosząc się do Wielkiej Brytanii - tam może nie ma formalnej konstyucji (ale jest za to materialna), niemniej pamiętajmy, ze istnieje tam prawo oporu, szczególnie w XVII w. stosowane - wolę Sarmację z Konstytucją i bez rokoszy niż na odwrót. Zmiany być może są potrzebne (szczególnie jeżeli chodzi przepisy dotyczące IS i w ogóle o stosunek do przestrzegania przepisów), ale radykalnym reformom jestem jak zwykle przeciw. - 9 Piotr Mikołaj (#199 2008-02-06 02:04:10) [X]
Z odwoływaniem się do tradycji bym się wstrzymał. Jak dotąd bowiem, „tradycją” są ciągłe zmiany ustawy zasadniczej, która ma tendencję do rozmijania się ze stanem faktycznym (bynajmniej, nie mówię tu o prawnym otoczeniu przyczyn stanów wyjątkowych). Zapewniam, że Konstytucja „uwiera” mnie w daleko mniejszym stopniu, aniżeli członków Rządu, którzy zamiast faktycznie działać — muszą zajmować się papierkami wszelkiej maści. Ja na swoje kompetencje nie narzekam, nie stanowi też dla mnie większego problemu sprawne napisanie w miarę poprawnego aktu prawnego.
Obecna ustawa zasadnicza zawiera przepisy skutecznie utrudniające życie administracji publicznej, poza granice zdrowego rozsądku (nie są zachowane proporcje między państwem realnym a wirtualnym). Nie ma tu jedynie słusznego rozwiązania, ale już dawno temu sugerowałem przyznanie prawotwórczych uprawnień Rządowi poza sferami istotnymi z punktu widzenia praw i wolności obywateli oraz samorządów. Obecnie jest tak, że dekret o Rządzie jest niekonstytucyjny (podobnie, jak gros ustaw), a niedawna eliminacja ok. 1/3 aktów normatywnych powinna skłonić do refleksji nad przeetatyzowaniem Księstwa Sarmacji (co jest pochodną pozornie neutralnego przepisu o źródłach prawa).
Nieco odbiegając od meritum dyskusji, Stany Zjednoczone są doskonałym przykładem poszanowania Konstytucji. Proponuję zapytać o prawo do poszukiwania szczęścia wyeksterminowanych Indian (przypadków można by wiele wymieniać, ale skrajne podobno są najlepsze, jeżeli o ilustracje idzie). Sugeruję zatem, by w naszych dyskusjach odnosić się zatem do minionych sześciu lat, a nie do przykładów realnych — oraz nie szafować zanadto argumentem tradycji, która dopiero powstaje (no, chyba, że mówimy o nowej, świeckiej tradycji). - 10 Robert Janusz von Thorn-Czekański (#204 2008-02-06 09:07:51) [X]
Co do USA to należy jednak Andrzeju pamiętać, że ich prawo konstytucyjne to sama konstytucja i zdaje się 21 poprawek do niej... o ile nie więcej. - 11 Andrzej Dzikowski (#229 2008-02-07 00:02:37) [X]
Z tego co wiem Indianie nie byli pierwotnie obywatelami USA i nie wiem w ogóle co oni mają tu do rzeczy. Januszu :), całe prawo konstytucyjne w ŻADNYM KRAJU nie jest zebrane w ramach tylko konstytucji formalnej, czyli ustawy zasadniczej, ale również m.in. w innych aktach normatywnych. Tak w Polsce, jak w Sarmacji, jak w USA (przy czym tam dochodzi jeszcze prawo precedensowe). A tych poprawek jest chyba ze 27 i są częścią konstytucji.
A dekret o Rządzie powinien zostać zmieniony - jeżeli Książę, który może go zmienić przyznaje, że jest on niezgodny z Konstytucją, to trwanie przy obecnym stanie rzeczy jest skandalem. To samo dotyczy wielu innych aktów - 12 Piotr Mikołaj (#230 2008-02-07 07:21:03) [X]
Indianie mają to do rzeczy, że są doskonałym przykładem amerykańskiego poszanowania dla praw fundamentalnych — eksterminacja miała miejsce na terytorium USA. Po prostu. Można także zwrócić uwagę na lincze w stanach południowych.
Co do zmiany dekretu o Rządzie — tak, zgadzam się z tym, że ten stan nie powinien trwać. Dlatego w Izbach Połączonych zostanie zgłoszony projekt zmiany Konstytucji, który modyfikuje obecne, formalne ograniczenia nałożone na administrację rządową („łatka konstytucyjna” hr. Koniasa). - 13 Michael Karausche (#263 2008-02-10 16:07:38) [X]
Zdziwić może mój głos w tej sprawie, jako, że tematem prawa/prawodawstwa centralnego nigdy się nie zajmowałem. Zastanowiło mnie tylko jedno: po co tworzyć sztuczne "Wielkie Karty" czy "Sarmackie Monarchie"? Nie można postulowanych spraw i idei zawrzeć w akcie nazywanym "Konstytucją"? Tak zwyczajnie i po prostu?
Co do zasadności treści w tymże akcie zawartych wypowiadać się nie jestem władny. Mogę jedynie stwierdzić, że możliwym (znaczy: podoba mnie się) w Księstwie byłoby przyjęcie modelu "precedensowego" pod jednym, chyba najważniejszym, warunkiem: znajdą sie osoby, które w skład rzeczonego SN wejdą, będą się na rzeczy znać choć odrobinę i faktycznie jednomyślnie (nie: jednogłośnie) i niezawiśle będą to prawo "tworzyć". Tyle przemyśleń.
Weź udział
Czas generowania strony: 0.4136 s.